poniedziałek, 10 lipca 2023

Życie na równiku.

Zaczynamy siódmy miesiąc pomieszkiwania, w większości w krajach równikowych. Co to oznacza, z czym to się je? Równik przechodzi przez Indonezję, a właściwie przecina ja na pół.
Malezja leży w pobliżu równika.
Klimat równikowy, czyli przez cały rok jest gorąco i duszno, a pory roku są tylko dwie: pora sucha i pora deszczowa. Dzień i noc zawsze trwają tyle samo: dwanaście godzin.
Mój blog jest relacją z podróży starszej osoby, więc diametralnie różnej od relacji młodych globtroterów. Nie wdrapujemy się na wulkany, nie czołgami się wąwozami i nie skaczemy z wodospadu. Nie mieszkamy w kilku gwiazdowych resortach, czasem wogóle nie ma gwiazdki.....jest dobrze jak woda chociaż cieknie z kranu oraz uda się wygrać walkę z żyjącym własnym życiem prysznicem i ujarzmić go na tyle, że możliwe
 jest umycie włosów, co przy moich długich włosach jest w miarę wskazane. Wyjątkowy komfort jest wówczas, gdy w krainie w kuchni jest ciepła woda, ale to wyjątkowo. Możesz mieć super internet, tv, Netflix, basen i siłownie ,wszystko w ramach opłaty za mieszkanie, ale ciepłej wody w kranie nie będzie .
Tak więc, żeby umyć gary, trzeba grzać wodę w garnku i myć również w garnku, bo misek raczej nie uświadczysz. Ja już poznałam ten system na Krecie. Właścicielka mieszkania oznajmiła, że ciepła woda będzie, jak będzie słońce...Jak to się mówi: podróże kształcą i to dosłownie, już nic mnie nie zaskoczy.
Oczywiście, nie twierdzę, że życie w resorcie o wysokim standardzie jest głupie, na pewno jest super i wiele ułatwia. Na Bali są hotele za 1000 zł za noc, bez śniadania, jeżeli można sobie na to pozwolić, to korzystać ile fabryka dała. Życie jest krótkie, zjedz najpierw deser....
Ja kocham małe mieszkania, dwa pokoje, to luksus, chociaż potrafię też się odnaleźć tylko w jednopokojowym, jak nie ma wyjścia. Teraz mamy sypialnię z ogromnym oknem, z którego roztacza się widok na miasto i pokój dzienny z aneksem kuchennym. Dla mnie bajka.
Wschodzi słońce, miasto się budzi. Widok z sypialni na trzynastym piętrze.

Gwoli przypomnienia, wróciliśmy do apartamentów Mont Kiara, teraz mieszkamy w wieży nr 3, która ma inny wystrój niż nr 2, w której mieszkaliśmy w styczniu i lutym.
Na czterdziestym piętrze naszego budynku jest mały, uroczy basen, który dumnie nazywa się jacuzzi, ale raczej to tylko nazwa. Z jacuzzi nie ma nic wspólnego.
Na szczęście jestem mała i mogę tam popływać, no ale Garry tylko stoi...
W dolnym basenie jestem sama, co widać na zdjęciu, a w górnym pełno, a dlaczego?
Bo muzułmańskie dziewczyny nie wychodzą na słońce, a górna miska z wodą, bo to jest bardzo mały zbiornik, właśnie w cieniu się znajduje... super 😀
A to normalny duży basen, z moją ulubioną wyspą, który około godziny czternastej jest tylko dla nas.
Tak to wygląda....ta mała główka, to Garry.

Kiedy przylecieliśmy do Kuala Lumpur, zatrzymaliśmy się w apartamencie Embassy.

W tym apartamentowcu mieszkają nasi znajomi Rita i Igor. Kochana Rita przywitała mnie pieczonymi ziemniakami, barszczem i surówką z kiszonej kapusty.
Dawno się tak nie wzruszyłam. Wszystko ugotowała, bo wiedziała, jak tęsknię za polskim jedzeniem. Słowiańska dusza zrozumie słowiańską duszę i żadna wojna tego nie zmieni, żadna....
Jeśli to czytasz Rita, to kocham Cię za to...
Basen oszałamiający.
Miasto jest położone bardzo malowniczo.
Kuala Lumpur - stolica Malezji , liczy ogółem siedem milionów mieszkańców. Leży w Dolinie Klang, otoczonej górami Titiwangsa, które widzę z okien i podziwiam wschód słońca, jeżeli jest to możliwe, bo niebo jest tutaj wiecznie zachmurzone . Śmiało można nazwać Kuala Lumpur miastem zieleni i fontan.
Mój podziw wzbudziła jedna z galerii handlowych, która została zbudowana wokół pięknego, bardzo starego drzewa.
Wszystkiego się uczę, kiedy wracamy do miejsca, w którym jakiś czas byliśmy, jest łatwiej. Wiem, gdzie jest apteka, gdzie można coś wydrukować, gdzie kupić kartę do telefonu, jaka aplikacja taksówkowa jest w danym kraju najlepsza.
Oto my..... jeszcze w drodze, jeszcze czujemy wiatr we włosach.

sobota, 17 czerwca 2023

Bali, Bali...do zobaczenia

Kiedy się na coś czeka, czas się wlecze, a jak już się doczekasz, to pędzi jak oszalały. Mijają dwa miesiące pobytu na Bali, z czego większość czasu w Ubud. W Kuala Lumpur już czeka mieszkanie w apartamentowcu Ambasy. Będę musiała wywiesić kartkę z przeprosinami, bo zamierzam gotować jak wściekła, więc zapach czosnku, kapuchy pod różnymi postaciami, będzie się unosił w marmurowo- lustrzanych holach. 
Plany się trochę zmieniły, bo zrezygnowaliśmy z wynajmu domu, teraz pomieszkamy trochę w wielkim mieście w Malezji, co mnie ogromnie cieszy, bo kocham miasta. Dżungla dżunglą, ale marmury też są fajne.
Spotkała nas ogromna niespodzianka. Paulina Młynarska napisał kolejną książkę, a w niej znalazł się rozdział o nas.
Już w sprzedaży, więc mogę...Ta książka,to baśniowa opowieść o realnym życiu. Opowieść o tym, jak dobrze jest mieć marzenia i plany, żeby je zrealizować, jak pociesznie chcemy oszukać przeznaczenie, a i tak nas dopadnie,to co dopaść miało..
Zupełnie się tego nie spodziewaliśmy, że w tej baśniowej opowieści znajdziemy się również my... Bardzo, bardzo wzruszające. Pisałam na blogu o naszej historii, ale to zupełnie coś innego, przeczytać, jak odbiera, to ktoś patrzący z boku.
Dziękujemy Paulina Młynarska 
Dziękujemy Gosia Kulik za zajefajny portret 😊
Walizkę mam oczywiście spakowaną, jeszcze tylko plecak i możemy ruszać. Garremu zajmuje to miejwięcej 10 minut, mnie dwa dni...no ale w końcu jestem kobietą, samych lakierów do paznokci pięć buteleczek, o butach już nic nie wspomnę lepiej, a i cały worek ozdób do włosów.
Jestem już piąty miesiąc w podróży, moja walizka, to mój dom, wszystko się musi zmieścić i nie przekroczyć 20 kg wagi . Daję radę.
Garry organizuje wypady, bo zna te miejsca doskonale. Czasem powędrujemy pieszo, co nie często się zdarza, bo wiek ma swoje prawa i trzeba ich przestrzegać. Odbijając od głównej ulicy można znaleźć ciekawe miejsca, z jeszcze starą balijską architekturą, ale już bardzo nieliczne.
Samo przemieszczanie się pośród pól ryżowych, ale nie tych z folderów turystycznych, które są wielką atrakcją dla zwiedzających, tylko tych normalnych pól uprawnych, jest utrudnione. Poruszasz się po dość wąskiej drodze, dzielisz ją z motorami różnych maści, a ruch jest dwustronny. Za bardzo nie ma gdzie ustąpić.
A wszystko oczywiście z wulkanami w tle.
 Wybraliśmy się samochodem do bardzo atrakcyjnych pól ryżowych Raya Tegallalang.
Wszystko jest zorganizowane, aby turyści spędzili tu miło czas. Tyrolka, huśtawki latające dosłownie nad polami, nawet można się przejechać rowerem po linie.
Zjedliśmy lunch w cieniu wulkanu Mount Bater Kintamani. 
A zza chmur wyłonił się nagle olbrzymi, groźny Sinabung.
Potem odpowiednio ubrani przekroczyliśmy progi świątyni Pura Tirta Empul. Nie dokonaliśmy wodnego oczyszczenia...😀
W świątyni obowiązuje odpowiedni strój, kobiety muszą mieć spięte włosy.
Trochę się pokropiliśmy świętą wodą, znaczy się ja kropnęłam delikatnie, natomiast mnie dostało się nieco więcej, ale świętości nigdy za wiele.

W tym garnuszku było małe kropidełko i mam nadzieję, że bardzo święta woda.
W tej atmosferze ogólnej świętości, gdzie Garremu opadła suknia, wzbudzając ogólną wesołość, taki widoczek:
Spędzilismy jeszcze miłe popołudnie u znajomych, korzystając oczywiście z basenu.
Wokół owoce na drzewach i kwitnące krzewy.
Zamyka się furtka do magicznych ogrodów Ubud, ale w kłódce jest kluczyk.
Kiedy ponownie otworzymy?
Czas pokaże.

wtorek, 23 maja 2023

Oh Ubud!!

Ubud...co by nie napisać, to wciąż będzie za mało, żeby oddać atmosferę tego miejsca.
W bardzo ciepłą, słoneczną niedzielę 21 maja przeniosłam się  do czasów "Dzieci Kwiatów", nie, nie, nic nie paliłam, nic z tych rzeczy. Kto był w tym miejscu, to zrozumie, o czym piszę, a kto nie był, to postaram się zgłębić temat. Umówiliśmy się na lunch ze znajomymi. Kiedy dotarliśmy na miejsce, byłam przerażona.
Co to ma być?? Tłumy dość oryginalnie wyglądających ludzi, wariackie dźwięki, śmiech, krzyki, no ogólnie hałas ...Ja mam tu jeść??
Tak wyglądało moje pierwsze wrażenie w Joga Barn. Cóż, to za miejsce? Otóż: położony w samym centrum Ubud, kompleks Yoga Studio & Retreat Center The Yoga Barn oferuje  zajęcia z jogi, tańca, medytacji, oraz uzdrawiania holistycznego. 
 Jest również mały pensjonat i restauracja serwująca bardzo dobre, tanie posiłki. Opadłam
na miękkie poduszki i...za chwilę już mi nic nie przeszkadzało, ani wariacka muzyka,  ani dziwne okrzyki... było zwyczajnie miło. Po jogicznych wygibasach, kolorowy tłumek, wlał się do restauracji. Derwisze też bywają głodni.
Starsi faceci z fantazyjnie upiętymi włosami, młodzi mężczyźni z biżuterią na nagich torsach...no było na co popatrzeć i kolorowe dziewczyny, dość swobodnie ubrane, w tatuażach, kolorowych włosach lub bez włosów. Było super 😀
Ośrodek pięknie położony, pyszne jedzenie, no i ta atmosfera... Warto odwiedzić.
Lemongrass Bisma Warung to jedna z wielu restauracji przy naszej ulicy, gdzie chodzimy na wieczorne posiłki. Trudno jest określić, która jest ulubiona, każda ma klimat, dobrą kuchnię i sympatyczną obsługę. Ta , o której teraz wspominam ma jeszcze jedną atrakcję, której oglądanie mi się nie znudzi. Otóż po drugiej stronie ulicy jest coś jakby mały staw i tam każdego popołudnia żerują kaczki, takie hodowlane, domowe, ale niezbyt duże stadko. O godzinie 17.30 kaczuchy wracają do domu, który znajduje się obok restauracji. Ulica jest bardzo ruchliwa, bardzo wąska,a ogromnych aut mnóstwo, przeważnie Toyoty. To jest nieprawdopodobne widowisko, bo na znak właściciela, który dzierży w dłoniach wysoką tyczkę z jakąś szmatką powiewającą na czubku, kaczuchy wychodzą z wody i przeprawiają się przez jezdnię. Wyobraźcie sobie, że najpierw czekają, aż się zwolni miejsce i co sił w łapkach, machając skrzydłami przeprawiają się na drugą stronę ulicy i pędzą do domu. Ruch na moment oczywiście zamiera.
W listopadzie 2019 roku ręcznie wyciagnęłam kotwicę zagrzebaną w mule. Wyłączyłam silnik, a żagle uszyte ze strachu,traumy, chorób, a największy ze " wszystkojedności" nie potrzebowały wiatru. Za trzy tygodnie przeprowadzamy się do małego domu , domu, jak z bajki, o jakim czasami, ale bardzo rzadko marzyłam... W ubiegłym roku poprzez Garrego znajomych poznaliśmy Dawida z Kanady, który teraz zaproponował nam zamieszkanie w jego domu, na czas wyjazdu do kraju. Pobyt Dawida w Kanadzie potrwa kilka miesięcy, więc przez ten czas będziemy tam mieszkać. Zakochałam się, jak tylko otworzyłam starą, trochę sfatygowaną bramę. Można zakochać się w ludziach, zwierzętach, ale również i w miejscach no i oczywiście w domach.