środa, 22 lipca 2026

Zachowaj ostrożność na terenach występowania krokodyli.

Dziś wreszcie wyszło słońce, po trzech dniach silnego wiatru i deszczu. Wiało tak, że nasz kamper się kołysał. Zastanawiałam się, czy odlecimy w nieznane. Teraz trochę opiszę miejsce, gdzie obecnie jesteśmy. Wygląda jak raj na ziemi, ale jak to się mówi, zawsze jest jakieś ale...
Przy miejscu, w którym znajduje się rampa dla łodzi, na asfalcie widnieje napis oraz rysunek:
W tłumaczeniu: Zachowaj ostrożność na terenach występowania krokodyli. Jest również drugie ostrzeżenie:
Jesteśmy  bowiem w krainie krokodyli ponieważ północne  Queensland w Australii, to miejsce,  gdzie krokodyle różańcowe żyją w naturalnym środowisku. Na piękną przestrzeń Oceanu można jedynie popatrzeć.
Całkowity zakaz kąpieli. Plaża tutejsza jest również miejscem gniazdowania żółwi.
Całe  wybrzeże Cowley Beach jest oznaczone w regionie Cassowary Coast jako obszar gniazdowania żółwi morskich. Okres  aktywności i gniazdowania przypada  na miesiące letnie (od listopada do końca lutego), mam cichą nadzieję, że uda mi się zobaczyć to niesamowite, cudowne wydarzenie podczas australijskiego lata. Będzie tutaj piekielnie gorąco, ale bardzo bym chciała zobaczyć ten proces w naturze. Jeszcze jest tutaj ktoś, którego i chciałabym zobaczyć i nie, hahaha. Chodzi oczywiście o Kazuary. 
Na razie wystarczy mi przyjaźń z bardzo dziwnym ptakiem: Beach Stone- Curlew. Nocą wydają dźwięki przypominające ludzki krzyk.
Tyle ciekawostek z plaży, którą opuszczamy w przyszłym tygodniu.

niedziela, 19 lipca 2026

Cowley Beach - mój pierwszy kamping nad brzegiem Pacyfiku.

Dotąd nigdy nie zatrzymaliśmy się na dłużej na kampingu nad brzegiem Oceanu. Powody były różne, raz zupełnie inny kierunek podróży obrany, a poza tym chodziło również o ceny, wiadomo, że wszystko co jest przy plaży kosztuje drożej. Obecnie około tygodnia spędzamy w Cowley Beach, nad samym brzegiem Pacyfiku. Rano, wychodzę z kampera i słów brakuje.
Od dziecka kocham morze, w Polsce mieszkam od dziesięciu lat centralnie nad morzem, a mimo to,  widok tej ogromnej wody mnie wzrusza niezmiennie. 
Rok temu przywiozłam z Polski pluszowego pieska i Maksiu zamieszkał na stałe w Australii w kamerze.
Ma on ładny widok i my również, kiedy odsłonimy zasłonki.
Możliwość podłączenia do prądu, pozwala na przygotowanie posiłków wewnątrz kampera.
Stół jest rozkładany, co bardzo ułatwia, kiedy pogoda nie pozwala jeść na zewnątrz. Obowiązkowo spacer plażą, która wydaje się nie mieć końca.
Obowiązkowa również gra na harmonijce ustnej, nie wiem dlaczego zrobiło się nagle pusto wokół nas?
Pod koniec tego tygodnia ruszamy dalej.

piątek, 17 lipca 2026

Australia

Drugiego lipca wylądowaliśmy w Cairns. Po intensywnych dwóch miesiącach w Ubud, gdzie spotykaliśmy się ze znajomymi i rodziną Garrego, teraz około trzy miesiące zupełnie innego życia w Australii, gdzie kilka tygodni spędzimy w drodze w kamperwanie, by w sierpniu i  wrześniu opiekować się domem z dwoma psami. Potem  zobaczę zupełnie nową dla mnie cześć Oceanii, ale na razie o tym nie napiszę. Witajcie ponownie cudowne plaże Australii.
Wedruję sobie, brodząc w ciepłych wodach Pacyfiku.
Kamperek gotowy do podróży.
Wyjeżdżamy z Cairns, zmierzając bez pośpiechu do Townsville. To duże miasto portowe w północno-wschodniej Australii (stan Queensland), położone nad Oceanem Spokojnym. Pierwszy postój na kilka dni w Yungaburra , miejscowości położonej nad jeziorem Tinaroo . Nasz karawanpark jest wyposażony we wszystkie udogodnienia jakie są niezbędne do normalnego życia w kamperwanie. Mam prąd i wodę, jest kuchnia, łazienki, pralki oraz suszarki, jest również śliczny basen. To wszystko za 110 zł na dobę za dwie osoby. Do najbliższego sklepu mamy ponad 10 kilometrów. Oczywiście od razu wokół nas pojawiły się ptaki, więc pierwszy zakup, to ziarno dla ptaków. 

Jezioro jest sztucznym zbiornikiem, z bardzo rozbudowaną bazą turystyczną. Mamy przytulny kącik wśród drzew.
Tak, to co widać na stoliku, to pyszne, słodkie donaty. Gdy widzę ten kolorowy lukier i równie zabójczo kolorową posypkę, to zmieniam się ciasteczkowego potwora. Został mi uraz z dzieciństwa, mianowicie moi rodzice uważali wszelkie słodycze to samo zło. Pamiętacie te cudownie mięciutkie, żółte kurczaczki wielkanocne z marcepanu? Lizaki landrynkowe w kształcie końskiej głowy obłożone słodkim lukrem? Albo pyszne oranżady? No więc dla mnie było to zabronione. Teraz jak już nikt nie ma mi czego zabraniać, to widząc ze  kolorowe lukry z posypką, od której bije blask, odrabiam zaległości z dzieciństwa. 
To zostało stworzone specjalnie dla mnie. Miło jest znaleźć na stare lata, słodką radość życia.
Żeby nie było, to owoce też jemy.
To jest Czerymoja - bardzo słodki owoc , połączenie banana, ananasa i wanilii  o miękkiej budyniowej konsystencji. Ogólnie jesteśmy przesłodsi, jeżeli wogóle istnieje takie słowo.
Jutro zmierzamy w stronę Oceanu.