W raju też są przepisy, ograniczenia i zasady, do których się trzeba dostosować. Pierwsza bariera - wiza. No tego trzeba przestrzegać, bo przekroczenie terminu pobytu, to kara pieniężna lub deportacja. Mamy wizę C1- czyli praktycznie można tu być przez pół roku, ale, ponieważ zawsze jest jakieś ale, po dwóch miesiącach trzeba wizę przedłużyć o kolejne dwa miesiące i uwaga: wymaga to wizyty w biurze wizowym. Oczywiście trzeba zapłacić - dla mnie to ponad 200 zł. I co najważniejsze: informacja dla kpiących z obrzędów religijnych w Polsce - tutaj obowiązkowo trzeba zapoznać się z kalendarzem świąt religijnych, bo wówczas urzędy są zamknięte i niczego w biurze wizowym lub emigracyjnym nie załatwisz. A trzeba zaznaczyć, że tych świąt to tutaj mnóstwo. Urzędy mogą być zamknięte przez trzy dni w tygodniu, no a potem sobota też wolna i niedziela. Niestety nie przedłużysz wizy on line. Po złożeniu dokumentów w biurze wizowym, czeka nas wizyta w biurze emigracyjnym i oczywiście w innym mieście. Więc trzeba załatwić sobie transport.
W tej chwili obsługa wizowa w biurze emigracyjnym w Denpasar jest bez zarzutu, a pamiętam doskonale nasze sześciogodzinne czekanie w kolejce, większość czasu na zewnątrz budynku w upale. Wówczas symbol rajski gdzieś znika. Teraz też zniknął definitywnie od kwietnia tego roku, dla osób chcących pracować w popularny obecnie system, zarobkowania na treściach zamieszczonych w internecie. Koniec z tym. Na wizie turystycznej nie wolno w ten sposób pracować tutaj. Powstał specjalny rządowy zespół, który przeszukuje internet i wyłapuje nielegalnie zarabiających. Mój blog nie ma żadnych reklam, więc mogę pisać na legalu. A teraz wisienka na torcie, czyli mam gdzieś religijne obyczaje tubylców - jak masz to gdzieś, to najpierw sprawdź, gdzie to możesz tak mieć, bo jest takie urokliwe, naprawdę rajskie miejsce na pięknej wyspie, gdzie parom będącym w wolnym związku grozi publiczna kara chłosty. Turystom również. Nie ma odstępstwa od tej reguły. Omijajcie więc, piękne miejsce, gdzie restrykcyjne prawo szariatu dotyczy wszystkich, bez wyjątku, a obowiązuje w prowincji Aceh na Sumatrze, ale nie dotyczy Bali.
Coraz więcej krajów w Azji wymaga okazania ubezpieczenia zdrowotnego. Mnie takie ubezpieczenie kosztuje około 600 zł miesięcznie. Oczywiście najpierw sprawdzam wiarygodność ubezpieczyciela, bo można wykupić za połowę tej kwoty, ale raczej nie można liczyć na jakiekolwiek środki w razie potrzeby pomocy medycznej. Tak więc, pyszne tanie azjatyckie jedzenie, piękne widoki, wiecznie uśmiechnięci ludzie, kwiaty lotosu, to nie jest normalne życie, tylko jego urozmaicenie. My czekamy właśnie na moje wezwanie do urzędu emigracyjnego. Teraz to bułka z masłem, ale teraz, to znaczy, że się nabyło doświadczenia. Moje relacje z gekonem w domu uległy poprawie, nawet daję mu smaczki oraz zanim cokolwiek sięgnę ze stołu sprawdzam najpierw czy nie siedzi na talerzu, słoiku lub kubku. Właśnie ze względu na gekona, położyłam na stole folię, którą często wymianiam, bo gekon robi sobie na stole różne rzeczy, a nie tylko je. Tak to wygląda.
Bardzo lubi tą folię, nie wiem czemu. Chciałam zdjąć, wszystko umyć, ale mała rączka kurczowo trzymała obrusik.
No uparł się, trzymał ten obrus, musiałam odpuścić na jakiś czas, w końcu pozwolił łaskawie na zmianę ceraty. Kot jak było do przewidzenia, wylądował na łóżku.