sobota, 17 października 2026

Karawan parki - miejsca relaksu z odrobiną komfortu.

Poświęcę jeden rozdział bloga karawan parkom australijskim, ponieważ spędziłam w nich sporo czasu. Nie chodzi mi absolutnie o wychwalanie pod niebiosa i stwierdzenie, że w Polsce takich nie ma. Tutaj, czyli w Australii są ku temu warunki idealne. Lato , takie temperaturowo odczuwalne trwa w zasadzie cały rok. W sezonie kalendarzowej zimy do stanie Queensland, przybywają kamperowcy ze stanu Wiktoria, w którym pora zimowa jest dokuczliwa. Takich warunków atmosferycznych nie ma w Polsce i nie możemy wybrać sobie innego województwa, w którym nie będzie takiej prawdziwej zimy.  My musimy cierpliwie czekać na lato, które też czasem jest rozczarowujące. Porównywanie więc miejsc kampingowych w obu krajach nie ma sensu. Tutaj też nie zawsze jest wszystko bez zarzutu i na wypasie. Teraz napiszę dlaczego tak bardzo się zauroczyłam w Crystal Creek Caravan Park.
Otóż w tym rzecz - bardzo ważne jest, aby miejsca postojowe były w miarę ochronione przed słońcem. Karawan parki, gdzie jest wyłącznie trawa omijamy. Druga sprawa - basen, bo wiadomo, dla mnie najważniejszy aspekt biwakowania w cywilizacji.
Tutaj jest wszystko co dla Mireczki jest niezbędne 😄 Mam więc ochronione autko przed słońcem, a po przygotowaniu obiadu, pędzę do basenu.
W każdym miejscu, w którym byłam przez kilka lat, nie wiem czemu, ale natychmiast pojawiają się ptaki. Były dzikie kaczki, które potrafiły spać w namiocie, były różne gatunkowo ptaki, w różnych miejscach, a w tym karawan parku, przydreptały na krótkich nóżkach 
kurki. Byliśmy w tym miejscu trzy razy i za każdym razem pędziły do naszego kampera.
One są oczkiem w głowie właścicielki tego kampingu, mają piękny kurnik i wieczorem wracają do domu spać. Miejscem zarządzają same kobiety w różnym wieku. Nie chcę nikogo stygmatyzować, ale może dlatego jest tak świetnie wyposażona kuchnia?
Patelnie robią wrażenie, każdy znajdzie coś dla siebie .
Jest na czym przyrządzić posiłek.
Szafka z talerzami.
Kubki.
Sztućce i pełne szuflady innych akcesoriów do gotowania.
Kwestia łazienki jest bardzo istotna, kiedy nie ma tego luksusu w kamperze. W tym miejscu wygląda to tak:
Drzewi są chronione zamkiem z kodem.
Jest jeszcze możliwość wykąpania pupila.
Wanna dla psa.
W sobotni wieczór, szefowa walnie w ten piękny gong i wszyscy biegną do otwartego baru😀.
Oczywiście byłam w minutę. 
W piątek po południu podjeżdża samochód chłodnia z wyrobami z miejscowej farmy bydła. Muszę zaznaczyć, że do najbliższego sklepu jest 40 kilometrów.  Taka możliwość zakupu jedzenia jest naprawdę bardzo dobra. Przy kampingu jest stacja paliw i  oczywiście mały sklep i nie ma problemu, żeby kupić chleb i nawet ciepły posiłek, jedynie ceny są trochę szokujące. 
Kwestia ceny - otóż za parcelę z prądem, wodą, opłata wynosi 50 australijskich dolarów za noc. Jest Wi-Fi. Przy rezerwacji tygodnia, jeden dzień gratis. Przeliczając na polską walutę mamy podobne ceny.
Teraz na koniec potężna dawka słodyczy, to kolejna rzecz, której nie umiem wyjaśnić.
Czyli ja i obce psy, absolutnie nie moje, tylko się nimi opiekuję. Mój czas kanapowy wygląda tak:
Poskręcana, unieruchomiona, obciążona....nigdy, przenigdy nie wylegiwałam się solo. Tymczasem na drugiej kanapie...
Bez komentarza.
W przyszłym tygodniu ruszamy dalej. Miłego czytania 🙂

wtorek, 29 września 2026

Bula, bula, wiatr na Fidżi hula.

24 września 2026 roku wylądowaliśmy wieczorem w Nadi, mieście położonym na zachodnim wybrzeżu wyspy Viti Levu na Fidżi. Jestem tutaj poraz pierwszy.
Fidżi to archipelag ponad 330 wysp w Oceanii, położony w regionie Melanezji na południowym Pacyfiku, na wschód od Australii. Podróż z Cairns  w Australii trwa jedynie 4 godziny, nie jest potrzebna wiza na pobyt nie dłuższy niż cztery miesiące. Dla mnie rozwiązanie doskonałe, ze względu na to, że muszę opuszczać Australię co trzy miesiące. Życie w podróży zapisuje się w kalendarzu datami upływu ważności wizy. 
Społeczeństwo na Fidżi jest wieloetniczne, tworzone głównie przez rodowitych Fidżyjczyków (ok. 51%) oraz ludność pochodzenia indyjskiego (ok. 44%).Główną religią jest chrześcijaństwo, które wyznaje około 64% mieszkańców. Z czego najwięcej wiernych należy do kościołów protestanckich (głównie metodystów), 
Hinduizm (ok. 28%) – drugi co do wielkości kierunek religijny, wyznawany głównie przez ludność pochodzenia indyjskiego.
Na Fidżi urzędowe są aż trzy języki: angielski, fidżyjski oraz hindi fidżyjskie. To że w zasadzie wszyscy mówią po angielsku, bardzo ułatwia komunikację. Słowo „bula” , którego użyłam w tytule bloga, na Fidżi oznacza dosłownie „życie”, ale w codziennym użyciu funkcjonuje przede wszystkim jako najpopularniejsze powitanie: „cześć”, „witaj” lub „dzień dobry”.
Spodziewając się wysokich temperatur kupiłam jeszcze w Australii sukienkę z bawełny - nie założyłam jej ani razu, ponieważ wieje tutaj nieustannie silny wiatr i moja zwiewna sukienka lądowała by na mojej głowie, zarówno z przodu jak i z tyłu. 
Jeśli chodzi o plaże i całą resztę, którą kojarzymy z tropikami, to powiem tak : po pięknych , australijskich plażach i cudownej roślinności Indonezji, reszta świata wygląda blado. Można wstawić ładne zdjęcie, palma zawsze wygląda atrakcyjnie, ale mój blog oddaje , to co faktycznie odczuwam. Za kilka tygodni będę w cudownym miejscu w Australii , gdzie ocean jednoczy się z niebem i brakuje słów, żeby wyrazić uczucia. Plaża, tutaj gdzie mieszkamy wygląda tak:
Piasek nie jest żółty, jest taki ciemny.
Najważniejsza informacja: jest tutaj drogo. 100 złotych (PLN) to obecnie około 58,21 dolarów fidżyjskich (FJD). W sklepie, w restauracji płacimy bez problemu kartą. Natomiast na targu i w małych bistro, tylko gotówka. Po tylu latach, spędzanych w Azji, oswoiłam się z ulicznym jedzeniem. Mam jednak pewne zasady, których przestrzegam: nie jem ryb, owoców morza i ograniczam mięso. Ugotowane warzywa raczej mnie nie zabiją. Woda do picia oczywiście butelkowana, zęby myję w wodzie przegotowanej. Jak na razie udało mi się uchować od rewolucji żołądkowych. Od tygodnia jemy w jednym miejscu, nie wygląda zbytnio zachęcająco, hahaha, ale ja już się przyzwyczaiłam.
Garry oczywiście na luzie spożywa kurczaka w różnych wersjach, a ja czekam sobie spokojnie, czy on przeżyje, jak dotąd żyje, więc dziś pozwolę sobie na odrobinę szaleństwa. Też wezmę kurczaka 😃 Do tej pory nasz zestaw obiadowy wyglądał tak:
Po prawej stronie, pyszne klopsiki kukurydziane, po lewej deser, czyli po prostu małe, słodkie pączki. To oczywiście mój zestaw.
Garrego, wygląda bardziej okazale:
Po lewej stronie, na talerzyku, to nasz polski ,normalny naleśnik!  To żółte w małej miseczce, to pyszny rosołek.
Co jest bardzo ważne - niektóre potrawy, a w szczególności sosy są pikantne. Ja nie jadam ostrych potraw, ale w tropikach, jest to niezbędne, więc ostry sosik jak najbardziej dla mnie pożyteczny.
Mieszkamy w studio, z balkonem.
Wczoraj maszerował po podłodze karaluch wielkości autobusu. Oczywiście próby złapania skończyły się niepowodzeniem.
Wyszłam sobie usiąść wieczorową porą na balkonie, ale kiedy przeleciał nietoperz wielkości orła, to wróciłam do karalucha. Hotel wizytuje policja, więc czujemy się bezpiecznie.
Czego nie zapomnę? Ludzi, którzy są niezwykle przyjaźni. W sklepie, w bistro, w hotelu, nawet pani policjantka,  która pierwsza szła do nas ze słowami: "miło mi cię poznać" , wszędzie czuję się dobrze. 



środa, 19 sierpnia 2026

Uroki stacjonarnego życia.

Prawie od trzech tygodni mam prawdziwy dach nad głową i to całkiem spory dach. Pierwsze co zrobiłam, to zaszalałam w kuchni. Zapach kapuchy w różnych wersjach rozszedł się po całej ulicy. Mięsa wszelakie się gotowały, piekły i dusiły. Normalnie mogłam otworzyć rodzinny Warung, jaki jest bardzo popularny w Indonezji. Powoli się już uspokajam, bo dom będzie jeszcze przez miesiąc. Dom jest w starym stylu, ogromny z pięknym basenem i ogrodem od frontu i z tyłu. Za płotem na tyłach domu płynie rzeka Ross. Są w niej krokodyle, więc kąpiel w nawet czystej wodzie raczej nie jest wskazana. Wybraliśmy się na ryby, ale w zasadzie to w ramach relaksu, a ja i tak obserwowałam cały czas powierzchnię wody. Każdy większy krąg wzbudzał moje emocje. Jednak urok rzeki pokonuje wszelkie lęki.

Stałam więc dzielnie przy brzegu z żyłką w ręce, a cwane rybki objadały dokładnie haczyk, na którym był kawałek wołowego mięsa.
W domu są też spore atrakcje. Mieszka z nami żaba.
Jest to żaba drzewna, ale nazwałam ją żabą ścienną. Siedzi pod sufitem w jednej z łazienek. W skrócie jest to Żabok. 
Żabok złazi po ścianie i pałęta się po domu. Ma wstawioną miskę z wodą, bo podobno musi mieć dostęp do wody.
Oprócz Żaboka są dwa małe pudelki, dziewczynki. Jedynie w przypadku zwierząt mowa ciała, to prawda. Nie mówię do nich po angielsku, nie potrzeba translatora, od drugiego dnia pobytu w domu, dosłownie się do mnie przylepiły.
Oczywiścue chodzą za mną nawet do łazienki.  Tak oglądam telewizję:
Mój papeć też jest bardzo interesujący.
Wybraliśmy się pewnego dnia obejrzeć tamę  Ross River Dam. Została zbudowana w celach ochrony przeciwpowodziowej oraz jako główny zbiornik wody pitnej dla miasta. Tworzy ona zbiornik wodny o nazwie Lake Ross. W pobliżu zapory bytują chętnie krokodyle, które są regularnie odławiane. Stając na tamie widziałam poruszające się pod powierzchnią wody sylwetki.
"Władze stanu Queensland traktują całe Townsville jako teren występowania krokodyli. Zaleca się zachowanie szczególnej ostrożności, unikanie wchodzenia do wody i trzymanie się z dala od brzegu." Tak więc łowienie rybek i stanie sobie beztrosko przy brzegu, to właśnie przykład na to, w jaki sposób giną ludzie. 

środa, 12 sierpnia 2026

Crystal Creek Caravan Park.

Ostani postój przed Townsville mamy w Crystal Creek Caravan Park. Pogoda znacznie lepsza aniżeli nad Oceanem. Miejsce jest wspaniale zagospodarowane, przede wszystkim są drzewa, które naturalnie chronią przed słońcem. Każde stanowisko dla kampera ma naturalne granice, co stwarza nastrój intymności.
Jest basen, prąd, woda , WiFi, wyposażona kuchnia i piękne łazienki. Trzeba się zaopatrzyć w żywność, ponieważ najbliższy sklep jest 40 kilometrów stąd. Jest tutaj natomiast, stacja benzynowa, gdzie można kupić niezbędne produkty. Maskotkami jest urocza para: biała dziewczyna i piękny chłopak .
Momentalnie te dwie cudne istoty zadomowiły się przy naszym kamperze. Oczywiście dzieliłam się warzywami z obiadu i odrobiną chleba, który kury mogą jeść w małych ilościach. Ze względu na otoczenie, ten karawan park wygrywa w moim rankingu, a już trochę poznałam tych miejsc.
Tak wygląda stanowisko dla kampera, czasem są również maty, chroniące przed brudem lub trawa.
Ogromne drzewa zapewniają cień podczas słonecznych dni. Kiedy zrobi się naprawdę gorąco, ochłodę zapewnia piękny basen.
Oczywiście, basen był cały mój, bo dla reszty było za zimno. Podczas pływania zagadała do mnie młoda kobieta i się spytała, czy woda nie jest za zimna, więc odpowiedziałam, że dla mnie jest OK, ale ja jestem z północnej Europy, a ona się roześmiała i powiedziała: wszystko jasne 😄
W każdy piątek wieczorem podjeżdża samochód chłodnia z mięsem z lokalnej farmy. Można więc na miejscu zaopatrzyć się w jedzenie. W soboty i niedziele pojawia się samochód kawowy i uwierzcie, że stała kolejka. Ja wszystko przygotowuję w kamperze, bo mamy zasilanie elektryczne oraz kuchenkę gazową.
Jak widać jest rozkładany stół, więc w razie niepogody, bez problemu wszystko przygotuję wewnątrz kampera.
Mamy plan w drodze powrotnej do Cairns zatrzymać się ponownie w tym pięknym miejscu.
A obecnie troszczę się o że dwie dziewczyny, które są przeze mnie obcałowane po całości i nie odstępują mnie na krok.
Tak więc dotarliśmy do celu: Tomeswill. Piękny, stary dom, duży ogród i co najważniejsze? Oczywiście basen!! Wschód słońca... coś pięknego!
Tak wygląda otoczenie basenu, taki widok chyba nigdy się nie znudzi.
Oprócz psów w domu mieszka jest ktoś.
W łazience pod sufitem mieszka drzewna żabka.
Ma postawioną na podłodze miskę z wodą.
Żabok schodzi po ścianie i zażywa kąpieli.
Czasem wybiera się na obchód domu w poszukiwaniu jedzenia. No robali to jest pod dostatkiem.
Będę tutaj aż siedem tygodni. Nadal trwa zima, noce chłodne, woda w basenie też, ale nie ma na mnie mocnych - pływam wytrwale każdego dnia. W drugiej dekadzie września czeka mnie spora niespodzianka, będę w zupełnie nowym miejscu i to nie chodzi o Australię. Czekajcie więc na nowe wpisy. Miłego czytania 🙂