niedziela, 14 czerwca 2026

Balijskie ciekawostki.

Staghorn, czyli paproć rogata , popularna w tropikach. W naturze rośnie na drzewach i wygląda tak na zdjęciu pierwszym. Nie jest pasożytem, więc nie zagraża drzewom, na których rośnie. Tutaj mamy hodowlę tych paproci. Jest nawet szklarnia. Staghorn wytwarza dwa rodzaje liści: jedne są szerokie, okrągłe, przylegają do pnia i tworzą jakby koszyk na opadłe liście oraz liście z zarodnikami , które wyglądają jak rogi łosia lub jelenia.

Wiewiórki- to mnie najbardziej zdumiało, kiedy pierwszy raz je zobaczyłam tutaj. Jest ich mnóstwo wokół naszego domu. Nie są rude, futerko jest ciemnej barwy. Bardzo trudno jest zrobić dobre zdjęcie telefonem, są bardzo płochliwe, bardzo szybkie i kiedy zbliżam się do drzewa, natychmiast uciekają. Można siedzieć przed do domem i patrzeć się na nie i to się nie nudzi.
Ale, ale, to co dla nas jest takie słodkie, to nie koniecznie jest równie urocze dla pozostałych mieszkańców tego miejsca. Wiewióra to drapieżnik. Owszem, je orzeszki i nasionka, ale rownież chętnie zje: jaja ptasie, wyklute już pisklęta, małe jaszczurki. Pierwszy raz widziałam właśnie tutaj, jak ptaki przeganiają wiewiórki z drzew, jak w panice uciekają przed wiewiórką jaszczurki. Kiedy zobaczyłam reakcje ptaków na wiewiórki, zaczęłam szukać informacji na ten temat i trochę mnie to to zdumiało. 

Balijski kot. Musiałam się sporo doedukować, żeby pochopnie nie osądzać, traktowania kotów przez Balijczyków. Koty bez ogonów lub z ogonem wyglądającym jak złamany. Nie jest to wynik działania człowieka, tylko wrodzona mutacja. Oczywiście są również koty wyglądające tak jak my to znamy. No i co było do przewidzenia- kot się prawie wprowadził, ale co jakiś czas znika na dłużej, ale nie zapomina i z ogromnym wybuchem czułości przychodzi się przywitać.
Relacje - coś do czego przykładam wielką wagę. Relacje z ludźmi, dla których jestem jedną z wielu turystów, wyjadę, a moje miejsce, mój domek zajmie ktoś inny. Bez znaczenia, czy spędzę w danym miejscu dobę, czy kilka miesięcy, zawsze szanuję pracę ludzi, dla których jest to źródło utrzymania. Zawsze szczerze dziękuję, uśmiech nic nie kosztuje, a działa cuda. Dzisiaj już wyszliśmy z domu, idziemy do bistro, gdzie talerz jedzenia kosztuje około 6 złotych, ale zatrzymuje nas pan, który przynosi nam wodę i sprząta. Mamy zostać, bo właścicielka przyniesie nam jedzenie.... cóż napisać więcej, chyba nic. Mina Garrego bezcenna.
Zostało jeszcze na kolację dla mnie.
Jedzenie poza domem. Jeżeli nie przygotowuję głównego posiłku, czyli polskim zwyczajem obiadu w domu, to jemy w bistro lub restauracjach. Tutaj uliczne jedzenie to bardzo popularne Warungi. Są to małe lokalne, rodzinne restauracje, w których serwuje się tradycyjne dania kuchni indonezyjskiej. Nie jadłam w tych miejscach, nie jestem pewna, czy dałabym radę zjeść posiłek bardzo pikantny, nie ma potrzeby wprowadzać w zakłopotanie właściciela Warungu. Od wyboru dania z zaznaczeniem, że nie jem bardzo pikantnych potraw jest bistro lub restauracja. Co jednak warto zaznaczyć: absolutnie nie unikam pikantnych potraw ze względu na bezpieczeństwo mojego układu pokarmowego. Bo to, że w Azji należy zjeść cokolwiek z papryczką chili, jest bardzo ważne. Ma ona silne właściwości antybakteryjne, zawarta w niej kapsaicyna ma właściwości chłodzące, ponieważ powoduje pocenie się, przyśpiesza metabolizm i stanowi źródło witamin. Dlatego na moim talerzu, oprócz białego ryżu, gotowanej, delikatnej kapusty białej, łagodnego tofu, zawsze trafia pikantny bakłażan z równie pikantnymi białymi grzybkami.
Do zupy Pho, zawsze dodaję marynowany, pikantny, pokrojony w plasterki czosnek. Zachowuję w ten sposób balans, jak dotąd się to sprawdza. 
Jedną z niezbyt przyjemnych atrakcji tego regionu jest - Bali belly, czyli biegunka,   która dotyka turystów odwiedzających Indonezję oraz inne kraje tropikalne. Jest to rodzaj zatrucia pokarmowego lub infekcji żołądkowo-jelitowej. Jak się uchronić? Można stosować pewne rygory sanitarne, oczywiście nic nie daje stu procent bezpieczeństwa, ale staram się zachować to maksimum bezpieczeństwa. Jeżeli przygotowuję posiłek w domu, a wiadomo że u mnie najważniejsza jest sałata z dodatkami, wszystko myję w wodzie mineralnej. Wodę dostarcza nam za opłatą obsługa resortu. W łazience stoi duża butelka plastikowa z wodą do mycia zębów. Szczoteczkę do zębów też opłukuje w wodzie mineralnej. Drinki pijemy głównie w domu, tylko schłodzone, bez kostek lodu. Nie da się wszystko zrobić perfekcyjnie, ale staram się chronić przed Bali belly.
I tak wygląda życie na tej pięknej wyspie. Wiecie, co oznacza nazwa miasta Ubud? Wywodzi się z języka balijskiego od słowa: ubad.
Co w tłumaczeniu oznacza: lekarstwo lub medycyna.
Leczymy się więc 😄

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz