Tak więc leżę sobie w pościeli z motywami tropikalnymi, suknia na tropiki wisi sobie na szafie i tyle w temacie.
Nagle i niespodziewanie ponownie nastąpiło „ wielkie bum” , ale tym razem nie na skalę światową, tylko w umyśle Garrego i znalazł połączenie lotnicze z Europy do Azji. Linie lotnicze KLM oferują przelot na trasie: Gdańsk- Amsterdam- Singapur- Denpasar. Siedemdziesiąt jeden lat na karku czuję, dlatego ten kark rehabilitowałam przez dni dziesięć i dobrze się stało, bo czeka mnie 24 godziny w podróży, o czym jeszcze nie wiedziałam, gdy się pod prądy i laser kładłam. Kryzys naszedł mnie gdzieś tak po siedemnastu godzinach, ale wyjścia ewakuacyjnego nie było, a ostanie trzydzieści minut lotu wlokło się w nieskończoność. Kiedy wreszcie koła samolotu walnęły o ziemię, dotarło do mnie że naprawdę jestem na Bali. Ciemną nocą dotarliśmy do Sanur. Dopiero rano zobaczyłam jakie urocze miejsce znalazł Garry na mój odpoczynek przed wyjazdem do Ubud, gdzie jest wynajęty mały domek.
Jest piekielnie gorąco tutaj, więc trochę się cieszę że w sobotę rano jedziemy do Ubud, gdzie będzie nieco chłodniej. Psy są tutaj wszędzie, wewnątrz restauracji również, nam towarzyszył podczas śniadania, w grzecznie- proszącej pozie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz