piątek, 19 września 2025

Plany planami, a życie pisze swój scenariusz.

Kiedy planowaliśmy wspólnie moje wakacje w Australii, to miałam zamiar zobaczyć kilka rzeczy i według tego została ustalona podróż. Tym razem wszystko miało być w okolicach Rockhampton. Było więc szukanie pięknych kamieni wulkanicznych, wizyta na farmie krokodyli,  wypłynięcie statkiem na oglądanie wielorybów oraz ostatnia strakcja, mianowicie wizyta w parku, gdzie można karmić zwierzęta i przytulić koalę. No kto by nie chciał przytulić koali?  Udaliśmy się więc do Cooberrie Park Wildlife Sanctuary w Yeppoon.
Przy zakupie biletów okazało się, że dotknięcie koali kosztuje 30 dolarów, a przytulenie 60 dolarów. Całkowicie za darmo mogłam przytulić to:
Jak widać po mojej minie, sprawiło mi to ogromną przyjemność, a całkowicie zdumiało Garrego. Dostałam paczuszkę z ziarnami i po okazaniu moich uczuć do tych zwierzaków na zdjęciach powyżej, ruszyliśmy zwiedzać dalsze obszary parku. Oczywiście, że widziałam koalę, który wogóle nie okazywał zainteresowania nami, co całkowicie się różniło od zachowania innych zwierząt, które w większości poruszały się po terenie swobodnie.
Garry tłumaczy kangurowi, że ziarna ma Mira, która właśnie uciekła w popłochu, na widok zbliżającego się dużego kangura.
Ja porzestałam na karmieniu mniejszych zwierzaków i małych kangurów. Podeszła mama z małym w torbie.
Pierwszy raz widziałam to na żywo i z tak bliska. Wszystkie poruszające się swobodnie po terenie parku zwierzęta, mają jeden cel, żeby dostać smakołyk. Są to oczywiście gotowe smakołyki, przygotowane przez pracowników parku. Struś wzbudzał we mnie podobne odczucia, co duży kangur, mniej więcej tak, jakby zbliżał się do mnie dinozaur, więc przed strusiem uciekałam również, a cwaniak czuł, że w kieszeni spodni mam ziarna. Przed strusiem raczej nie uciekniesz, ale na szczęście były tam toalety, więc więc wpadłam do środka . Struś zrezygnował na szczęście.
Moja mina na zdjęciu mówi wszystko.
Wszystkie te miejsca, które odwiedziłam były płatne, ale jest coś co mnie zachwyca i nie ma odniesienia do naszych w Polsce. Bezpłatne baseny, z całą potrzebną infrastrukturą, czyli toalety, prysznice, stanowiska  grillowe, miejsca przygotowane specjalnie dla dzieci, które mają ochronę przed słońcem. Bezpłatne toalety miejskie są tutaj normą. Natomiast miejsca rekreacji, to jest naprawdę coś niesamowitego. Na zdjęciu poniżej rozległe fontanny, które są miejscami zabawy dla małych dzieci.
Basen, na który jeździmy prawie co dziennie, ma tak piękny widok, że można po prostu cały dzień się patrzeć i nigdy dosyć.
Nie widać granicy między basenem a oceanem. Mamy własne krzesełka, ale ja lubię posiedzieć na bardzo wygodnych siedziskach, ale nie osłoniętych od słońca, co mnie wiecznie tęskniącej za latem na przeszkadza.

Czasem trzeba dokonać jakiejś drobnej naprawy w samochodzie. Udaliśmy do jednego w z wielu motoryzacyjnych sklepów . Garry podjechał na specjalne oznakowane stanowisko. Personel sklepu wymienił uszkodzoną wycieraczkę przedniej szyby.
Nie trzeba robić tego samemu, jak również jechać do mechanika. 
Stojące przy drodze wózki z owocami i jajkami są również dla mnie nowością. Koło naszego obecnego domu stoi wózek z ananasami.
Do metalowej skrzyneczki wrzuca się określoną ilość pieniędzy, zależy co chce się kupić. Trochę inaczej wygląda wózek z jajkami, ale system jest ten sam.
Lokalni farmerzy zaopatrują w towar, te można tak modnie nazwać: Nano sklepy. 
Nie ma jeszcze lata, a temperatura już osiąga około 30 stopni. Za miesiąc będzie tutaj naprawdę gorąco. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz