Mina moja była bezcenna...prawie zemdlałam. Garry niezrażony widokiem mojej rozdziawionej japy, otwiera drzwi, które i tak były otwarte i moim oczom ukazuje się coś takiego..
I tak stałam z tą rozdziawioną japą, jakbym szczękościsku dostała. Chata wewnątrz na wypasie po prostu. Nie lubię przysłów, ale " Nie osądzaj książki po okładce", to tutaj pasuje jak ulał. Na farmie były kury, konie, kozy i jeszcze ktoś, kto zjadł mi serce na surowo.
Nie kładł uszu, więc położyłam mu dłoń na głowie, gładząc miejsce pomiędzy oczami, a potem już śmiało drapałam po szyi. I wtedy zaczął mi coś opowiadać, to nie było rżenie, tylko delikatne pomruki. Rano i wieczorem, biegłam do niego i sobie wszystko opowiadaliśmy, wyjmowałam z grzywy resztki słomy, głaskałam mięciutki nos. A potem trzeba było wyjechać i.... nigdy nie zapomnę tego widoku.
Dotarliśmy do domu w którym spędzimy prawie trzy tygodnie. Dom jest jak z sennych marzeń, znaczy się moich marzeń. Mały, przytulny, z pięknym ogrodem i dwoma dużymi psami.
Woda cudowna, widok z basenu na Ocean, a wszystko to całkowicie za darmo. Oczywiście spacer pięknymi plażami Emu Park obowiązkowo.
Przede mną jeszcze wypad na farmę krokodyli, do sanktuarium koali oraz rejs statkiem oglądać wieloryby. Będzie jeszcze o czym pisać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz