Pisząc to, siedzę na werandzie, w promieniach popołudniowego słońca i nie mogę się napatrzeć na ten cudny widok wokół mnie.
Zdecydowanie okolice Rockhampton w stanie Queensland, to mój faworyt. Wybrzeże Koziorożca i Emu Park, nie trzeba dużo opisywać, wystarczy po prostu tam wjechać i widok za milion dolarów, powali na kolana.
Plaże... przestrzeń nie do ogarnięcia. Podczas odpływu możesz się przejść po dnie Pacyfiku. Mamy czasem marzenia do spełnienia. Nie zawsze się spełniają. Marzyło mi się potrzymać małego krokodyla, chociaż na chwilę. Mamy to:
Moje pierwsze wrażenie: jaki on jest mięciutki! To były moje pierwsze słowa, kiedy dostałam do go rąk. Skóra dorosłego krokodyla jest w dotyku jak drewno, a młody osobnik jest miękki jak aksamit.
Wizyta na farmie krokodyli.
W listopadzie 1981 roku John i Lillian Lever otworzyli pierwszą komercyjną farmę krokodyli w Queensland, chwytając krokodyle, które okazały się niebezpieczne dla ludzi.
Alternatywą dla dzikich krokodyli była eutanazja.
W ciągu pierwszych kilku lat działalności ponad 100 krokodyli zostało usuniętych z terenów rekreacyjnych i mieszkalnych.
Opiekun krokodyli trochę się ze mnie śmiał, bo tylko on słyszał jakie dźwięki wydaję, gdy dostałam tego malucha do rąk. Pełne zaskoczenie. Bardzo mięciutki, bardzo delikatny i chłodny. Czasem najbardziej zwariowane marzenia się spełniają.
A teraz coś, co trudno opisać na chłodno. Widziałam humbaki.
W czwartek 11 września wyjechaliśmy rano z domu, żeby wypłynąć w rejs statkiem wycieczkowym zobaczyć wieloryby. Udaliśmy się do Rosslyn Bay, do bramy do jednego z cudów natury na świecie, czyli Południowej Wielkiej Rafy Koralowej. Największą atrakcją Zatoki Rosslyn są zapierające dech w piersiach plaże wyspy Great Keppel i krystalicznie czyste wody.
Wyspa Great Keppel, to 17 plaż białego piasku i rafą koralową tuż przy brzegu. Odcięta od świata i dziewicza wyspa u wybrzeży Koziorożca jest według mnie najpiękniejszym miejscem na ziemi. Od maja do końca września można obserwować humbaki, a przede wszystkim mamy z młodymi.
Statek wycieczkowy.
Zobaczyłam coś, czego nie zapomnę. Najpierw pióropusz pary, a potem ... biały brzuszek w paski maluszka, który radośnie się bawił, płynąc oczywiście obok swojej mamy. Było wszystko jak w telewizyjnych programach przyrodniczych, czyli pokazanie brzuszka, podczas rzucania się na plecy do wody, była machająca płetwa ogonowa i pióropusze pary. Nie dałam rady zrobić zdjęcia, wszystko działo się bardzo szybko. Garremu udało się nagrać moment wynurzenia z wody. Trochę widać, gdy zrobiłam zdjęcie.
Oczywiście, nie ma porównania, zobaczyć to na żywo. W życiu bym nie pomyślała, że spotka mnie taka niespodzianka. A ponieważ jestem w Australii, to oczywiście trochę coś typowego też musi być. Jaskrawo zielona żaba brała kąpiel w wiaderku z wodą dla psów. Leżała sobie na luzie totalnym.
Ja jej nie ruszyłam, bo jej jaskrawy kolor raczej ostrzegał. Pewnie jadowita, ale psy na razie mają się dobrze. 🙂
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz