wtorek, 29 września 2026

Bula, bula, wiatr na Fidżi hula.

24 września 2026 roku wylądowaliśmy wieczorem w Nadi, mieście położonym na zachodnim wybrzeżu wyspy Viti Levu na Fidżi. Jestem tutaj poraz pierwszy.
Fidżi to archipelag ponad 330 wysp w Oceanii, położony w regionie Melanezji na południowym Pacyfiku, na wschód od Australii. Podróż z Cairns  w Australii trwa jedynie 4 godziny, nie jest potrzebna wiza na pobyt nie dłuższy niż cztery miesiące. Dla mnie rozwiązanie doskonałe, ze względu na to, że muszę opuszczać Australię co trzy miesiące. Życie w podróży zapisuje się w kalendarzu datami upływu ważności wizy. 
Społeczeństwo na Fidżi jest wieloetniczne, tworzone głównie przez rodowitych Fidżyjczyków (ok. 51%) oraz ludność pochodzenia indyjskiego (ok. 44%).Główną religią jest chrześcijaństwo, które wyznaje około 64% mieszkańców. Z czego najwięcej wiernych należy do kościołów protestanckich (głównie metodystów), 
Hinduizm (ok. 28%) – drugi co do wielkości kierunek religijny, wyznawany głównie przez ludność pochodzenia indyjskiego.
Na Fidżi urzędowe są aż trzy języki: angielski, fidżyjski oraz hindi fidżyjskie. To że w zasadzie wszyscy mówią po angielsku, bardzo ułatwia komunikację. Słowo „bula” , którego użyłam w tytule bloga, na Fidżi oznacza dosłownie „życie”, ale w codziennym użyciu funkcjonuje przede wszystkim jako najpopularniejsze powitanie: „cześć”, „witaj” lub „dzień dobry”.
Spodziewając się wysokich temperatur kupiłam jeszcze w Australii sukienkę z bawełny - nie założyłam jej ani razu, ponieważ wieje tutaj nieustannie silny wiatr i moja zwiewna sukienka lądowała by na mojej głowie, zarówno z przodu jak i z tyłu. 
Jeśli chodzi o plaże i całą resztę, którą kojarzymy z tropikami, to powiem tak : po pięknych , australijskich plażach i cudownej roślinności Indonezji, reszta świata wygląda blado. Można wstawić ładne zdjęcie, palma zawsze wygląda atrakcyjnie, ale mój blog oddaje , to co faktycznie odczuwam. Za kilka tygodni będę w cudownym miejscu w Australii , gdzie ocean jednoczy się z niebem i brakuje słów, żeby wyrazić uczucia. Plaża, tutaj gdzie mieszkamy wygląda tak:
Piasek nie jest żółty, jest taki ciemny.
Najważniejsza informacja: jest tutaj drogo. 100 złotych (PLN) to obecnie około 58,21 dolarów fidżyjskich (FJD). W sklepie, w restauracji płacimy bez problemu kartą. Natomiast na targu i w małych bistro, tylko gotówka. Po tylu latach, spędzanych w Azji, oswoiłam się z ulicznym jedzeniem. Mam jednak pewne zasady, których przestrzegam: nie jem ryb, owoców morza i ograniczam mięso. Ugotowane warzywa raczej mnie nie zabiją. Woda do picia oczywiście butelkowana, zęby myję w wodzie przegotowanej. Jak na razie udało mi się uchować od rewolucji żołądkowych. Od tygodnia jemy w jednym miejscu, nie wygląda zbytnio zachęcająco, hahaha, ale ja już się przyzwyczaiłam.
Garry oczywiście na luzie spożywa kurczaka w różnych wersjach, a ja czekam sobie spokojnie, czy on przeżyje, jak dotąd żyje, więc dziś pozwolę sobie na odrobinę szaleństwa. Też wezmę kurczaka 😃 Do tej pory nasz zestaw obiadowy wyglądał tak:
Po prawej stronie, pyszne klopsiki kukurydziane, po lewej deser, czyli po prostu małe, słodkie pączki. To oczywiście mój zestaw.
Garrego, wygląda bardziej okazale:
Po lewej stronie, na talerzyku, to nasz polski ,normalny naleśnik!  To żółte w małej miseczce, to pyszny rosołek.
Co jest bardzo ważne - niektóre potrawy, a w szczególności sosy są pikantne. Ja nie jadam ostrych potraw, ale w tropikach, jest to niezbędne, więc ostry sosik jak najbardziej dla mnie pożyteczny.
Mieszkamy w studio, z balkonem.
Wczoraj maszerował po podłodze karaluch wielkości autobusu. Oczywiście próby złapania skończyły się niepowodzeniem.
Wyszłam sobie usiąść wieczorową porą na balkonie, ale kiedy przeleciał nietoperz wielkości orła, to wróciłam do karalucha. Hotel wizytuje policja, więc czujemy się bezpiecznie.
Czego nie zapomnę? Ludzi, którzy są niezwykle przyjaźni. W sklepie, w bistro, w hotelu, nawet pani policjantka,  która pierwsza szła do nas ze słowami: "miło mi cię poznać" , wszędzie czuję się dobrze.