Zatrzymaliśmy się na jedną noc na kampingu pośrodku niczego.
Myślę sobie: wezmę prysznic, umyję głowę. No i fajnie. Tylko że przed kabiną prysznicową takie ostrzeżenie:
Mimo wszystko, z powodu upału, postanowiłam wziąć ten prysznic z wężami. I dobrze się stało, bo potem spędziliśmy dwie godziny na kopaniu kamieni aborygeńskich w palących promieniach słońca. Zatrzymaliśmy się bowiem w Mount Hay Tourist Park , w kalderze wulkanu, gdzie można się dokopać do skarbów.
Oczywiście zawsze musi być jakiś pies, który z uporem przynosił malutki kawałek drewienka, żeby mu rzucać. Mistyczne znacznie kamieni jest bardzo szerokie, więc tylko w skrócie: no mają moc.
Góra Hay, to wygasły wulkan, którego ostatnia aktywność była 120 mln lat temu. W stopionej lawie znajdowały się miliony pęcherzyków gazu, które przekształciły się w słynne Kamienie Aborygenów.
Tak wyglądają po wydobyciu z ziemi. Oczywiście to nie my je wygrzebaliśmy 😀.
Mamy więc swoje amulety, trzeba tylko w to uwierzyć. Ja jestem oczarowana kulturą Aborygenów , więc przyjmuję dobrostan tej kultury w całości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz