czwartek, 9 lutego 2023

Reszta świata, a kuchnia polska.

Trochę muszę pomarudzić, bo zawsze się staram opisać realne życie, a nie same ochy i achy i jakie wszędzie jest super życie, tylko nie w Polsce. U mnie tego nie oczekujcie.
Malezja jest krajem, w którym większość stanowią muzułmanie, więc nie ma co marzyć o wyrobach z wieprzowiny, jak również kiepsko dla wegetarian.
Królują: kurczak i wołowina no i oczywiście ryby.
Abstynencja całkowita, bo jeżeli już jest alkohol w sklepie, to najtańsza butelka wina po 60 zł, a piwo ponad 10 zł.
W moim" osiedlowym sklepiku" dwie dziewczyny z Polski dopadły do lodówki z piwem i krzyk: co?? puszka piwka 12 zł...
Ja na to: drogie panie, niestety, albo jedzenie, albo picie, wasz wybór, hahaha.
No to jedna z nich rzuciła się z nadzieją na regał z winem.... reakcja podobna jak przy lodówie z piwem .
Mnie po australijskich doświadczeniach, gdzie w sklepie z alkoholem leciały mi łzy boleści, już nic nie zaskoczy.
Żegnaj na długo, moja ulubiona Perło za 5 zł puszka 0.5l...
Ale wczoraj wieczorkiem, Garry wrócił do domu, machając wesoło reklamówką z piwkami Tiger, które są naprawdę bardzo dobre.
Wybraliśmy się na wycieczkę po mieście.
Specjalny autobus Hop-On, Hop-Off obwozi turystów wyznaczoną trasą.Bilet jest do wykorzystania przez 24 godziny.
Możesz wysiąść, zwiedzić co nie co i wsiąść w kolejny autobus, które pojawia się na przystankach około co 20 minut.
Dostaje się plan trasy z opisem przystanków w pobliżu miejsc, które nas zainteresują.

Wybraliśmy się do dzielnicy: " Małe Indie".
Ja zachwycona. Tyle się naoglądałam, tyle się nasłuchałam, że to najlepsza kuchnia świata. Miód, cud, ultramaryna.
Garry zaprowadził mnie do znanej już mu restauracji i rozglądam i się i jestem zachwycona. Mogę nabierać sobie co chcę, no to chwytam talerz i ruszam....
Za chwilę słyszę: to może być ostre, to również, no to pewnie też... acha, no dobra, ziemniaczki wyglądają apetyczne, ryż całkiem niewinnie, taka zielona trawka w białym sosiku, też pewnie neutralna. O rybki....a nie to tylko pieczone rybie głowy...omijam szerokim łukiem. Patrzę się na swój talerz, trochę smętnie wygląda, za to Garry na wypasie, wszystkie kolory Indii...
Mniam...ziemniaczki, minęło dobre dziesięć dni, jak je jadłam ostatni raz .
Apetycznie wyglądające, okazały się podstępnymi terrorystami, które miały jeden cel, by mnie zabić.
Tak właśnie wyglądałam podczas posiłku.
Garry nie darował by sobie, żeby tego nie utrwalić, hahaha. 
Wypalona od środka, opita bardzo niezdrowym napojem, którego w normalnych warunkach nie piję, ale w tym przypadku uratował mi życie, wsiadamy ponownie w autobus i ruszamy dalej na przejażdżkę po Kuala Lumpur 

Wracamy zmęczeni, ale bardzo zadowoleni, a ja z nowym doświadczeniem i przeświadczeniem: nigdy więcej potraw kuchni indyjskiej.
Ale jak to w życiu bywa, nigdy nie mów nigdy...  Za kilka dni spotykamy się ponownie z Garrego znajomymi, właśnie w indyjskiej restauracji 😳.
 Z Iriną i Igorem, sympatycznym małżeństwem z Białorusi umówiliśmy się centrum handlowym w Dwóch Wieżach na lunch. Oboje są wegetarianami , doskonale obeznani , gdzie i co można dobrze zjeść.
Na czwartym piętrze tego ogromnego centrum handlowego jest olbrzymi food court.. Zatkało mnie. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie widziałam, jak bym była na stadionie narodowym, gdzie zostały postawione stoiska z jedzeniem.
Tak wygląda centrum handlowe " Dwie wieże"
Irina złapała mnie za rękę i pokazuje, co dla mnie, a co raczej nie. Wychodzi, że wszystko raczej nie, Garry proponuje jedzenie z japońskiej restauracji. Szału nie było.
W pobliżu naszego domu jest centrum handlowe " Publika" wokół jest sporo restauracji, czas wypróbować, co będzie nam odpowiadało.
Za drugim podejściem znaleźliśmy się restauracji serwującej tajskie dania.
Sympatyczne wnętrze. Zamawiamy.
Do tego pyszny napój z trawy cytrynowej. Polecam .
Do ryżu bardzo dobry sosik z piekielnie ostrymi papryczkami, ale wystarczy ich nie jeść, a to coś, w czym są zanurzone doskonale urozmaica smak ryżu.
Z ręką na sercu, byłam zachwycona.
Do restauracji idziemy zawsze jak wybieramy się na zakupy, więc decyzja, że następnym razem będziemy jeść również tutaj.
Chciałam być mądrzejsza niż jestem i , a co tam... wybiorę sobie inne danie. Na karcie wyglądało apetycznie. Garry bierze to samo, a ja, no cóż....jakby to ująć... Interesujące doświadczenie. Zamówiłam szaszłyk z kurczaka. Takie kuleczki na patyczkach.
Wiecie, jak byłam w Australii, to mały piesek Dusty, na kolację dostawał psią karmę, takie małe kawałki czegoś, w szarym kolorze, trochę śmierdzące.
Ja właśnie dostałam coś podobnego.
Kolor ten sam, kształt podobny i zapach również.
Prawie się popłakałam...
W związku z tym, restauracja: " Polka gotuje" została oficjalnie otwarta w apartamencie Mont Kiara. 
Dwa dni temu menu na kolację: filet z piersi kurczaka, duszony w śmietanie z pieczarkami, brokuł gotowany z cytryną ,
 czosnkiem i świeżym koperkiem oraz purie ziemniaczane z masłem.
Wczoraj na kolację podano: kalafior lekko aldente, gotowany przez 15 minut z cytryną, czosnkiem i świeżym koperkiem,
ryż paraboliczny oraz filet z piersi kurczaka w cieście z mąki kukurydzianej.
Dla relaksu: moja basenowa wyspa🏝️😀


czwartek, 26 stycznia 2023

Burkini i bikini, czyli tydzień w Malezji.

Dziś mija tydzień, jak przylecieliśmy do Kuala Lumpur. Jest gorąco, ale o wiele lepiej to znoszę niż  w Tajlandii. Garry oczywiście wszystko znosi lepiej, bo zaprawiony w bojach. Ja już po trzech latach wiem, czego się spodziewać, a to niezmiernie pomaga. Doświadczenie jednak, to ważna rzecz. Znaleźliśmy mieszkanie i nieco nas zatkała oferta.
Czujemy się, jakbyśmy mieszkali w pałacu.
Trzy ogromne wieżowce z kompleksem parkowym oraz oczywiście z basenem.
Tak to wygląda z zewnątrz. Zdjęcie oczywiście z netu, bo nie da się ująć kamerą telefonu całości. Moja przyjaciółka stwierdziła, że wygląda jak statek, być może taki był zamysł architekta.
Podjeżdżamy taksówką i widzimy to:

Wewnątrz hole i drzwi do wind też robią wrażenie. Przede wszystkim ogromne przestrzenie, , sprawiają że wszystko wygląda jak pałacowe wnętrza.
Trudno było nie pokusić się, żeby nie usiąść na krzesłach tronowych....miłe uczucie ☺️

Wszystko rzęsiście oświetlone, ogromne żyrandole i obowiązkowe złocenia.
Dla mnie najważniejszy jest oczywiście basen i tu również się nie zawiodłam.
Budynki oraz basen otacza kompleks parkowy, chyba nie muszę nic pisać, bo zdjęcia oddadzą, jakie robi wrażenie.
Kto czyta mój blog, to wie, że lubię "Alicję z krainy czarów", że czasem czuję się tak, jakbym otwierała tajemnicze drzwi , za którymi jest niewiadome. Tutaj to jest w realu, a kluczyki ma Garry....
Jesteśmy ponownie samotnymi, białymi żaglami, większość pomieszkujących  tutaj, to Chińczycy, no i oczywiście muzułmanie. Panie jeśli wchodzą do basenu, to w burkini, basen jest płytki, podobnie jak w hotelu. Zastanawiałam się dlaczego, teraz już wiem. 
One tylko brodzą we wodzie, pływanie w tym skomplikowanym stroju jest chyba za trudne. Większość jednak siedzi na brzegu i obserwuje zabawy dzieci z ojcami.
Panowie też ubrani, nikt absolutnie nie pływa w  samych spodenkach. Koszulka niezbędna, a kolory bardzo ciemne. Wszystko w granacie lub czerni.
Dzieci też opatulone. Nie zobaczysz gołego bobaska. Dziewczynki i chłopcy szczelnie zakryci. Natomiast Chinki pływają w sukienkach. Tego się nie spodziewałam. Do wczoraj kostium miałam tylko ja, zgodny z wymogami, bo jest duża tablica, w czym nie wolno się kąpać. I tu duża niespodzianka, bo jest młoda, biała kobieta w bardzo skąpym 👙, ale naprawdę, bardzo skąpym bikini. Zakaz zakazem, ale jak widać też przymykają oczy .
Dziś pojawili się starsi państwo, to znaczy, pewnie w naszym wieku, hahaha  o białym kolorze skóry i pani w kostiumie kąpielowym zarzywała kąpieli.
Sklepy dobrze zaopatrzone we wszystkie produkty dla mnie niezbędne. I co najważniejsze: jest chleb, normalny chleb i to dobry. Masło azjatyckie jest nie do przełknięcia, ja staram się znaleźć masełko z Nowej Zelandii, które jest w miarę tanie i bardzo dobre. Na szczęście nie brakuje tego. 
Wiadomo, że nie kupisz tutaj nic wieprzowego, tylko wołowina i drób. Natomiast w restauracjach nie ma dań wegetariańskich, nawet jak zamówisz ryż z warzywami, to i tak jest tam kurczak. Oczywiście nie zabraknie sądzonego jaja, jak wszędzie w Azji. Jajo rządzi.
Jak dotąd, bardzo pozytywne nastawienie, pierwszy raz tu jestem, a wrażenia niesamowite. 
Dziękuję za uwagę i zapraszam ponownie ☺️

sobota, 21 stycznia 2023

Nowy rok, nowa podróż - pierwszy przystanek: Malezja

Po pół roku przerwy, czas ubudzić blog. Dużo się działo. Spędziliśmy ten czas w Polsce, ale za to zmieniliśmy miejsce zamieszkania. Pożegnałam moją rodzinną Bydgoszcz i wróciłam do miasta z wyboru, czyli Gdyni. Przeprowadzka, trochę stres z tym związany, potem gromadzenie potrzebnych leków, no i jeszcze zrobienie badań, żeby zobaczyć, co w trawie piszczy.
Organizacja podróży spada na barki Garrego, więc ja dbam o zaopatrzenie w rzeczy, które na początku okażą się potrzebne.
No i niespodzianka... okazało się że nie mamy adaptera, a tu dziwotkowe kontakty.
Problem z ładowaniem komórek przynajmniej w pierwszej dobie, to nie jest dramat, bo zabieramy w podróż naładowane powerbanki, ale im dalej w las, tym więcej drzew.
Problem rozwiązany, kupiłam ładowarkę,ale adapterów nie mieli, więc jutro wyprawa do centrum handlowego.
Wracając do podróży,minęła bez niespodzianek. Moje ulubione linie Qatar nie zawiodły, alkoholu nie żałują, filmoteka załadowana, więc pierwsze 6,5 godzin lotu minęło w miarę szybko. Potem tylko dwie godziny na lotnisku w Doha, gdzie przebieram się w letnie rzeczy i niestety kolejne siedem godzin, innymi liniami, komfort słabszy, trochę ciasno, ja to jakoś, ale Garry, to nie ma co z nogami zrobić.
Tak wyglądamy przed wylotem z Polski .
A tutaj, ja cała szczęśliwa po pierwszym locie, ale przed nami,drugie tyle.

Staramy się trochę zasnąć w samolocie.
Nawet mała drzemka bardzo pomaga jakoś przetrwać. Trzeba pamiętać o częstym wstawaniu z miejsca, jeżeli wolno tylko odpiąć pasy. Ja jestem zaopatrzona w leki i odpowiednio ubrana,aby pomóc mojemu krążeniu, tego nie można lekceważyć . Leki, które poleca lekarz, a nie dr google,  należy brać już dobre dwa tygodnie przed lotem oraz skarpety , które ochronią nasze żyły. 
Problem z zakrzepicą nie dotyczy wyłącznie starszych osób, to może spotkać każdego.
Docieramy do hotelu, lekko wykończeni.
Widok z okna wynagradza trudy podróży.
Malezja, to kraj, w którym religią dominujacą jest islam. Jestem poraz pierwszy w takim miejscu. Muezzin pięć razy dziennie wzywa z minaretu do modlitwy.
Wszystko jest nowe, ale totalnie wszystko.
Je się palcami, ja niestety nie poradzę sobie z ryżem w sosie bez widelca i łyzki, noży nie ma . Noszę w torebce komplet plastikowych sztućców... jestem przygotowana.
W hotelu na suficie tajemnicza strzałka z napisem: "Kiblat", określa kierunek, w którym należy się modlić.

Ten kierunek, to oczywiście Mekka.
W szafie znalazłam piękny dywanik modlitewny
Charakterystyczny motyw, czyli mihrab, którego wzór jest również skierowany ku Mekce .
Panie zakryte, ale bardzo róznie, to wygląda, oczywiście włosy każda pod hustą, burki sporadycznie. Natomiast w hotelowym basenie oczywiście kąpią się w burkini.
Zdjęć że zrozumiałych względów nie zrobię.
Jeszcze kilka dni w hotelu, przepysznymi śniadaniami i czas szukać mieszkania na trzy tygodnie, wiza w Malezji jest na trzy miesiące, więc nie ma pośpiechu.
Jutro zaczynamy normalnie funkcjonować.
Jak wysiadam z klimatyzowanego samolotu, to fala gorącego powietrza powala mnie jak tsunami.
Zmęczenie minęło, przywykłam do temperatury i wilgotności.
Dziękuję za uwagę. Miłego czytania.

wtorek, 5 lipca 2022

Australia ponownie.

Byliśmy już raz w Bendingo, ale ponownie wybraliśmy się, aby odwiedzić niesamowite miejsce: Wielką Stupę Uniwersalnego Współczucia. Budowa o 50 metrach kwadratowych u podstawy i prawie 50 metrach wysokości jest największą Stupą zachodniego świata. Jest bliźniacza Stupą Gyantse w Tybecie.
Pomysł jej zbudowania był wynikiem wizji Lamy Thubtena Yeshe, a idea projektu opartego na Wielkiej Stypie Gyantse była wizją Lamy Zapa Rinpocze.
Mieści się w niej 2,5 metrowy posąg Jadeitowego Buddy .
Piękny posąg Avalokitesvara - Tysiacramienna.
Stupę otacza  ogród - Park Pokoju, który jest symbolem wielu wyznań: katolickiego, sikkijskiego, islamu, hinduskiego i buddyjskiego .
 Posąg bogini Bodhisattwy - Bogini Wielkiego Współczucia.
Stupa... miejsce dla wszystkich wierzących, na pewno każda modlitwa dotrze we właściwe miejsce. Oczywiście, że pokręcilam Buddyjskimi Młynkami Modlitewnymi.... zgodnie z wierzeniami buddyjskimi, to jest to samo co modlitwa.

Opuszczamy tą światynię wielu Bogów, gdzie wyznawcy różnych religii modlą się na swój sposób....niesamowite wrażenie .
Ponieważ to Australia, więc takie informacje muszą być 😀
A teraz trochę coś dla ciała, czyli Footy!
Trzeba to zobaczyć na własne oczy, żeby zrozumieć. Za ojczyznę tego sportu uważa się stan Wiktoria, czyli gdzie obecnie mieszkam. Trzy miesiące temu, nie rozumiałam nic, oprócz tego, że jest to ewidentnie gra w piłkę, w której główną zasadą jest to, że nie ma zasad... Można się doszukać elementów z innych gier, jak piłka nożna i rugby. W tej unikatowej grze istnieją elementy aborygeńskiej gry " Marne Grook". Rodzina Garrego zawzięcie kibicuje drużynie Tygrysów z Richmond. W związku z tym, w pewne niedzielne popołudnie wylądowałam na stadionie w Melbourne, ubrana w stosowną czapeczkę. 

Atmosfera na stadionie niesamowita, 40 tys. ludzi, siedzieliśmy razem z kibicami drużyny przeciwnej, żadnych oddzielnych sektorów. Raz cieszyli się oni, raz my, ale to Tygrysy wygrały w pięknym stylu.
Zostałam kibicem!!!
Dziękuję Setinie i jej mężowi za umożliwienie mi poznania tyłu niesamowitych miejsc, za ogromną gościnność i przychylność.
Dom, to stan umysłu...jest tam gdzie czujesz, że niebo nad Tobą, to Twoje niebo.
Dziękuję za uwagę.